The Witches are back in town

Hej to znowu my! Koniec tych słodkości na naszym blogu, powracamy do naszej drugiej natury czyli bycia współczesnymi czarownicami z Salem, które słuchają punk rocka i chodzą na dyskoteki *not*. Tak przynajmniej można by sobie o nas pomyśleć patrząc na poniższe fotki, ale cóż prawda jest odrobinkę inna...
Wstałyśmy o 6 rano żeby zrobić te focie, S. jechała w ulewie do Tamarki i prawie straciła życie gdy autobus wpadł w poślizg. Na szczęście nic jej się nie stało, ale na zdjęciach widać, że jesteśmy bardzo zmęczone. S. nawet musiała przysiąść na chwilkę na sesji, bo była tak wykończona życiem, że prawie zemdlała! Mamy też pierwszy raz w historii naszego blogowego świata, bardzo skromne makijaże oczu, więc nie krępujcie się napisać nam, że mamy wrócić do poprzedniego looku, bo wyglądamy jak chore!
Musicie nam wybaczyć, że dzisiejsza notka jest taka krótka, ale ale #paniewładzo, dopiero co wróciłyśmy z podróży z zupełnie przeciwległych zakątków Polski i musimy odespać i zregenerować siły. Przez te rozjazdy strasznie za sobą tęsknimy, bo w ogóle nie mamy czasu na wspólne przyjemności i widujemy się raz w miesiącu... NO A TO SĄ CHYBA JAKIEŚ ŻARTY?!?! 
I dlatego Tamarka ciągle się modli o więcej czasu dla naszej przyjaźni #eh #eh! 
Btw., przepraszamy mamę Tamarki za brudne buty na fociach, ale Photoshop to za słaby środek czyszczący *nie polecamy*, który sobie niestety nie poradził ;(
Kończąc już tę nocie, mówimy wam, że focie są smutne, bo taki mamy klimat i koniec. Mimo wszystko mamy nadzieję, że się podobają i nie będziecie narzekać, bo przynajmniej jest ich dużo ;*!  Pozdrawiamy wszystkich bardzo serdecznie i czekamy na komentarze #jakzawsze hehe!
T.: koszulka - vintage, spódnica - H&M, pasek - H&M, buty - Deichmann.
S.: bluzka, spódnica, kapelusz - H&M, buty - Deichmann.

Don't waste your youth by growing up

Hejka!!! Dałyśmy rade napisać notkę, no niesamowite to jest! Dlatego uważnie ją przeczytajcie i skomentujcie, bo nie chcemy mieć poczucia, że tak bardzo się starałyśmy nadaremne! W dzisiejszym poście coś specjalnego tylko dla naszych obserwatorów: Gafa postanowiła dołączyć do nas na sesji i zaszczyciła nas występując na *uwaga uwaga* aż dwóch zdjęciach!!!!!!! (Wcale nie została do tego zmuszona...) Jest to dowód na to, że żyje i króluje wśród nas! <3
Jak już pewnie każdy zauważył, nasz blog jest głównie o pogodzie, a z pewnością nie o modzie! *joł*. Dlatego wstawka meteorologiczna *bardzo trudne słówko* musi być! Za oknami depresja, ale w naszych sercach lato! Jak to możliwe? To tylko taka kreacja, nie martwcie się.  Tak naprawdę dla nas zima zaczęła się we wrześniu, ale żeby było wam z nami wesoło to udajemy, że lato trwa cały rok - bo chciałybyśmy żeby tak było! :<
Gafa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Piękne fotki nam wyszły tym razem, czyż nie? Bardzo w naszym stylu! Sonja, jak już wcześniej wspominała w poście o ulubieńcach, nareszcie pokazuje wam w całej okazałości swoje surf naszywki, którymi ozdobiła spodnie i bluzę!!! Strasznie podoba jej się ten naszywkowy motyw, szczególnie na spodniach niczym od Lazy Oaf, ale wiadomo, że nie ma ona pod ręką miliona dolarów na ich ciuszki, więc musiała zrobić DIY. Tamarka natomiast pożyczyła od S. jej ukochane fioletowe krejze futerko z ćmy, które ona też bardzo kocho i mogła poczuć się w nim jak prawdziwa motyla poczwarka *yeees* <3.
To by było na tyle, hehe. Wiele do powiedzenia wam nie miałyśmy, ale nie ważna jest ilość, ale jakość co nie (hehe #NOT)!?  Mamy też info od jednej z naszych wiernych czytelniczek, że bardziej niż o nas chciałaby ona dowiedzieć się czegoś o Gafie, więc zasugerowała nam żebyśmy dodały posta tylko o niej! Kto jest za tym pomysłem, palec do budki! Budka się zamyka...
Gafa znów! <3
Naszywki ze stronki tkaniny.net, 
bluza S. - Cheap Monday, spodnie - Bershka (bez naszywek), buty "JuJu" - New Look,
futerko T. - H&M, spodnie - H&M, bluzka Supa Fresh - H&M, buty - Deichmann.

Monthly Favorites: OCTOBER

Hej kochani! Mineły już dwa tygodnie listopada, ale nie martwcie się, nie zapomniałyśmy o ulubieńcach października! Dlatego wjeżdżamy dziś z nową nocią, żeby zakryć już dawno nieaktualnego halołinowego posta, który złowieszczo wisi na głównej stronie naszego blogaska. Mamy nadzieję, że dzięki temu umilimy wam piątek 13 i ochronimy was przed czyhającym za rogiem pechem *zabobony*. Zapraszamy do lekturki!
Sonja: Moich ulubionych rzeczy w październiku nazbierałam malutko, bo większość czasu poświęcam na rzeczy, którymi zajmują się dorośli ludzie *masakra*, a nie na szalone zakupy ;((((((((. Jednak motywem przewodnim mojego stafu, który powinien być jesienny, jest lato! ;o 
Pierwszą z rzeczy, którą używam codziennie jest zapaszkowa mgiełka do ciała z H&M o nazwie Sugar Violet. Niestety zapach ten nie utrzymuje się zbyt długo i trzeba psikać się nim co dwie minuty, ale malutkie opakowanko można wziąć ze sobą wszędzie, więc jest to bardzo praktyczna rzecz *oczywiście*.
Drugą rzeczą są te szalone, wszystkim znane gumki do włosów (oczywiście z H&M), które są sprężynkami i podobno nie robią kołtunów. Z pewnością jest to prawda więc polecam, aczkolwiek zdaje sobie sprawę, że jestem 100 lat za murzynami i pewnie wszyscy z was już dawno je odkryli *niesamowita technologia*.
Ze względu na to, że jestem mega pracowitym człowieniem *skromność*, to nie mam czasu na malowanie paznokci, ale w zeszłym miesiącu przypomniałam sobie o istnieniu mojego srebrnego lakieru z Models Own, który nazywa się Sterling Silver, i którego kilka razy go użyłam, co było dla mnie niecodziennym doznaniem także śmiało mogę ogłosić go moim ulubionym lakierem października 2015. Jeśli jesteście ciekawi jak wygląda na paznokciach to zróbcie powrót do przeszłości do notki o lakierach.
A teraz te bardziej letnie rzeczy: jeden - różowa bransoletka, która pochodzi z nie wiadomo skąd, no ale fajnie sobie taką nosić, bo jest różowa i w ogóle radosna, co tu więcej mówić, poprawia humorek w te szarobure jesienne dni.
Dwa: moje muszelkowe naszywki ze stronki tkaniny.net, a także wiele innych, które zobaczycie w kolejnym lub jeszcze kolejnym poście (możecie też je obczaić na moim instagramie), które kupiłam, żeby stworzyć sobie super letnie spodnie i żeby pokonać tę jesienną chandrę i żeby było mi weselej <3 *smutas*.
Czy: Lalunia Hula z Tigera, którą kupiłam dla swojego super chłopaka by mu tańczyła, kiedy ja nie mogę, a kiedy jeździ swoim malutkim samochodzikiem po mieście! Mam nadzieję, że jest on mi za nią wdzięczny, bo uważam, że to super prezent, heloł! *skromność 2*.
A na zakończenie nowa holograficzna kosmetyczka z H&M, która tym razem pełni funkcję piórnika, bo nie wiem czy wiecie czemu mam tak mało czasu, a no dlatego, że znowu chodzę do szkoły, huraaaaaa! 
A teraz przekazuję pałeczkę *o fu* Tamarce ;*!
Tamarka: u mnie jeszcze większa bieda, bo niestety okazało się, że pieniądze nie rosną na drzewie (o rly?!) i trzeba zacisnąć pasa. Starałam się więc omijać sklepy szerokim łukiem, no ale coś ze Szwecji (przy okazji odwiedzić u Paci <3 *pozdrawiam*) musiałam sobie przywieźć, dlatego w tym miesiącu moim ulubieńcem numer jeden jest zeszyt z nietoperzem, który kupiłam w IKEI (niestety nie wiem czy jest on dostępny w Polsce). Jest piękny, różowy i z nietoperzem! CZEGO CHCIEĆ WIĘCEJ? serio.
Kolejnymi rzeczami (zdobytymi już na ziemi ojczystej) są lakiery z New Looka w kolorach: lilac i pink (wersja textured nail polish - czyli taka, która super wygląda na paznokciach niczym ogon syreny, ale podczas zmywania chcesz się zabić). Oba kolory pięknie się prezentują, są trwałe i tanie! Czyli w sam raz dla mnie. I dla was hihi!
Trzecią rzeczą są nawiązujące jeszcze do Halloween - kolczyki kościotrupy z Accessorize. Wiecie, że my ohydki lubimy dziwne ubrania i biżuterię, dlatego nikogo nie powinny dziwić zwisające z uszu transparentno-różowe skeletory z kryształkami zamiast oczu, awesome!
Jak co miesiąc - kosmetyczka z H&M - tym razem w UFO, nie jest to chyba dla was zaskoczeniem? Eh, zrobiłyśmy się takie przewidywalne. No ale czy ona nie jest najsuper na świecie, obsypana brokatem, w malutkie główki z kosmosu... Tak wiem, wiem, że obie z Sonją mamy już tyle kosmetyczek, że mogłybyśmy je sprzedawać, ale chwila, zaraz zaraz! Czy to nie jest świetny plan na biznes? Nie? Okej :(.
Ostatnią rzeczą są ołówki, również z H&M, w pięknych pastelowych kolorach i z napisami idealnie pasującymi do nas obu. W sam raz na studia gdy ktoś będzie chciał pożyczyć od nas ołówek, a my przy okazji zakomunikujemy mu jak bardzo (tu wstaw słowo) jesteśmy!
I teraz zadanie dla was, jak myślicie, którym ołówkiem najbardziej lubi pisać Sonja, a którym Tamarka? I dlaczego? #easy

Little Shop of Mexican Horrors!

Hola, que pasa tarado?! To już dziś, relacja z Halloween 2015! Ostatnio Tamarka cały swój wolny czas poświęcała na dekorowanie swojego "mieszkania do imprez", by było piękne i klimatyczne na tę jedyną cudowną noc w roku! Tegoroczny motyw przewodni to Meksykańskie Straszne Halloween i każdy z naszych znajomych musiał wymyślić sobie przebranie, które nie będzie się powtarzało i będzie super kreatywne! Osoby nie przebrane nie miały wstępu na party! Na szczęście nasi wspaniali przyjaciele poradzili sobie znakomicie i nikogo nie spotkał ten straszny los, a oprócz tego zrobili i przynieśli super meksykańskie jedzonko (Bartuś jak zwykle mistrz kuchni;*)! Zapraszamy do zapoznania się z historiami członków naszej meksykańskiej paczki!
Frida Magdalenita Khalo, malarka, która nigdy w życiu nie stworzyła autoportretu ani żadnego innego obrazu. Nie ma talentu za grosz, ale na dzielni słynie ze swojego bujnego wąsa i mono brwi. Legenda głosi, że ludzie ze zrośniętymi brwiami będą kiedyś bogaci. Kiedy, tego nie wie nikt, ale osiedlowe chłopaki mówią, że Magda ma bujnie owłosioną nie tylko twarz. Jest zagorzałą feministką, która farbuje włosy na nogach na różowo, a czasem na niebiesko. W wolnych chwilach lubi malować paznokcie w fantazyjne wzory, w końcu jest nowoczesną (pseudo) artystką! Frida cierpi przez bóle kręgosłupa, dobrze że póki co nie przykuły ją one do łóżka, ale z pewnością porusza się wolniej niż powinna w swoim wieku.
Czy to nietoperz, czy to kot, czy to kojot, czy może wilkołak?! Z pewnością ta pani kipi seksem, ale większość postawiła na to, że jest to owiana tajemnicą La Czupakabra. Ta słodka kreaturka ukrywa się pod wieloma przebraniami, ale nie dajcie się zwieść jej super modnemu wyglądowi oraz pięknym kształtom! W dzień miłośniczka zwierząt, szczególnie psów, za to w nocy nie może się opanować i pożera je żywcem :(. Całe jej piękne ciało pokryte jest malunkami, których znaczenia nikt nie rozumie. Podobno ma hipnotyzujące spojrzenie, zgubne dla ogromnej ilości jej (psich) adoratorów.
Oto meksykańska wampirza chola girl Tamara Beatrycze Rotten! Dziewczyna stojąca na czele gangu narkotykowego, która śpi na pieniądzach i nie zna litości, szczególnie dla nie przebranych w Halloween ziomków oraz dla ludzi, którzy nie zachowują się po jej myśli! Zabija złotymi spluwami, a gdy akurat nie ma ich przy sobie to robi to, co każdy wampirzy człowień by bronić siebie i swoją rodzinę! Nosi tylko prawdziwe złoto i ciuchy od projektantów. Beatrycze nie lubi się przemęczać dlatego ma pod sobą wiernych członków kartelu, którzy wykonują za nią brudną robotę i pilnują by nie połamała sobie paznokci (albo kłów). Na co dzień Tamara pracuje w salonie kosmetycznym, gdzie wykonuje makijaże pernamentne swoim czikas, zapraszamy serdecznie!

Po lewej: El Bartolo Klamkos, prawa ręka Beatrycze, zajmuje się rozdzielaniem działek i dilerką. Boss narkotykowy, niedawno uciekł z więzienia. Gangster z krwi i kości, jego tatuaże mówią same za siebie! W zeszłym miesiącu pojawił się na okładce magazynu "Najprzystojniejsi meksykańscy baronowie narkotykowi". Magazyn nadal dostępny w kioskach, więc dziewczynki radzimy się pośpieszyć, bo w środku znajdziecie jego plakat w samej bieliźnie! Ten papi nie wie co to strach, a po każdej udanej transakcji spala całe cygaro na raz!
Po prawej: Ludzka Piniata, musi walczyć o życie gdziekolwiek się pojawi. Wszyscy biją go w czułe miejsca i czają się na cukierki, które ukrywa w jelicie grubym. Ciężko go spotkać na mieście bo stale się ukrywa. Jednak gdy wyjdzie z chaty to widać go z kilometra, bo koleś ma problem z dobieraniem kolorów w ałtficie. Totalnie przesadza, ale dzięki temu go lubimy, bo jest jak wielka, napakowana słodyczami ohydka. Jego ukrytą bronią jest to, że niektóre cukierki w jego wnętrzu są nafaszerowane dopalaczami. Było już wiele ofiar śmiertelnych, ale nadal nie można się mu oprzeć!
Jose Alejandro Martinez Gonzalez (Perea) to najmłodszy przemytnik z gangu narkotykowego Beatrycze i El Bartolo. Jest tak mały, że wszędzie się zmieści. Często chowa się w walizkach turystów i lata do Europy, gdzie sprzedaje twarde narkotyki, a także te, które sam wytworzy z roślin, które hoduje. Cały czas jest na spidzie, a działki ukrywa w miejscu, do którego nikt nigdy nie zagląda (w sombrero) - geniusz zła! Jose pała się również przemytem ludzi pod swoim ponczo. La puta madre!
Maczeta to znany imigrant zabijaka, który ukrywa się w Polsce gdzie pije wódkę i za każdym razem zostawia swój sprzęt na domówkach. Chodzi tu oczywiście o jego ostry "tasak" śmierci, który wyciąga tylko w razie potrzeby. Można go znaleźć podążając po szklaku martwych ciał, albo w kościele gdzie odwiedza swojego brata księdza. Maczeta grubo imprezuje i lubi rozmawiać o łowieniu ryb.
Speedy Gonzales to zwycięzca konkursu na najlepsze przebranie Halloween 2015. Wszyscy krzyczą na jego widok i wskakują na krzesła, ale samo to, że jest myszą nie jest najbardziej przerażające. Speedy to mysz zombie, która wpadła w pułapkę i zginęła w męczarniach. Teraz chodzi po domach i straszy ludzi na śmierć. Mało się odzywa, za to dużo się uśmiecha. Nie wiadomo czy jest to uśmiech szczęśliwy czy smutny, ale pewnym jest to, że został on uwięziony w tej postaci i będzie tak żył wiecznie. Obecnie mieszka on pod chustą Fridy.
A po prawej Typowy Meksykański Ziomeczek, na dodatek jednoręki i czterooki. Lubi jeść naczos i popijać tekilą. Jeździ na kucu na targ, gdzie pracuje i sprzedaje pomarańcze. Często wdaje się w bójki z okolicznymi huliganami i pada ofiarą napaści. Jego znak charakterystyczny to podbite lewe oko. Besos.
Skeletonja to mały kościotrupek, który jest bardzo zdolny i umuzyczniony. Lubi grzechotać swoimi grzechotkami i tańczyć do La Ku-ka-ra-cza. Jej najlepszym przyjacielem jest Jose, który dawał jej za dużo narkotyków za życia i zostało z niej to co widać. Strasznie chuda i wiecznie niewyspana, ale mimo wszystko tryska energią i zawsze służy pomocą gdy jej przyjaciołom z gangu nie mieszczą się działki pod sombrero. Jest w szczęśliwym związku z El Bartolo, który nie narzeka na jej szczupłą sylwetkę i wygląd chłopca. Niedługo ślub, oczywiście w stylu meksykańskim!
Madre Muerto Marta to najstarsza trupia imprezowiczka jaką poznał świat. Zawsze gotowa na melanż, nigdy nie śpi w tej samej trumnie. Nie ma zbyt dyżych wymagań co do trunków. Ta piękna i dojrzała kobieta o doskonałych rysach twarzy, nieskazitelnej fryzurze i makijażu, kusi nie tylko umarłych, ale i żywych mężczyzn i robi z nimi co tylko chce! Łamaczka serc, ciągle poszukuje ideału, a w wolnych chwilach poświęca się sztuce i pracy jako wolontariuszka w szpitalu dla imigrantów. Ta dobra dusza bierze pod opiekę bezdomne ofiary potyczek gangów.
Oto nasza ostatnia multi kulti para świeżo upieczonych nowożeńców. Zakochani poznali się w Hiszpanii, gdzie Pedro ujrzał na corridzie niezależną torreadorkę Sandritę i postanowił zawłaszczyć ją tylko dla siebie. Dla niej zrezygnował z zawodu alfonsa i został jej osobistym bykiem. Utrzymują się z rytualnych walk i handlu bronią. Projektują ozdobne kastety i kajdany. Para prowadzi spokojne życie i niedługo chcą starać się o apopcję dziecka z Ameryki.
To by było na tyle, koniecznie napiszcie czy się wam podobało i co myślicie o takich nociach oraz o naszych przebraniach! Czekamy na komentarze, besos!