Open'er Festival 2015: DAY 2

Już jest, już jestttt *kurde przepraszam*!!!! Sorry za dodawanie noci o 23, ale miałyśmy strasznie dużo spraw na głowie związanych z blogowaniem i jedzeniem pysznych rzeczy *życie blogera takie ciężkie*. Zaczynamy opowieść o drugim dniu Openera, a w niej - w zadość uczynieniu - dużo foć, uwaga dużo foooooooooooooooć <3. Mamy nadzieję na obfitą ilość komentarzy, a teraz do rzeczy...
Dzień zaczął się upalnie, piwkiem na trawce (dojazd był o wiele lepszy niż dzień wcześniej, a kolejki do autobusika praktycznie nie było). Pifko było smaczne, ale trzeba było pić szybko, bo już o 18 na scenie głównej grał mąż Tamarki czyli Tom Odell, zdjątko poniżej:
Jak widzicie Tom Odell wyznał Tamarce miłość, ale po koncercie szybko uciekł, zostawiając ją with heartbroken ;(. Tamarka więc przez cały dzień poszukiwała męża podobnego do tego wspaniałego artysty lecz niestety, nie znalazła i została jej tylko S. *focia*, ale i tak pamiętajcie, że Tom Odell jest tylko T. i ona go nie odda!!! *can't pretend*.
Następnie spotkałyśmy się z ziomkami, każdego z osobna widać na powyższej foci. Są to ziomki towarzyszące nam każdego dnia, ale specjalnym-ziomkiem-tego-dnia była Natalka aka Nan *serdeczne pozdrowienia*, która przyjechała specjalnie na koncert Eagles of Death Metal. Właśnie dlatego, że każdy chciał bardzo iść na ten koncert, a nikt nie chciał iść na Enter Shikari (oprócz S.), nie mogłyśmy zobaczyć ich od początku do końca, ale i tak sobie szalenie potańczyłyśmy (kto ma snapa ten wie) w drodze do tenta. Enter Shikari to zespół, który bardzo lubi Sonja, dlatego też specjalnie dla nich ubrała fan koszulkę i pokazała znak diabła:
^A oto my, wyszłyśmy pięknie, ale i tak Tamarka zamalowała nam twarze, bo ma taki krejzi styl;*^
Kontynuując tą super opowieść, koncert Eagles of Death Metal zdecydowanie był koncertem dnia dla wszystkich, bo super seksi wokalista był super seksi, a chłopaki robili pogo. Niekiedy czułyśmy śmiertelne zagrożenie lecz uszłyśmy z życiem i bawiłyśmy się najlepiej <3.
Na koniec rozdzieliłyśmy się z grupką i poszłyśmy na koncert The Libertines, gdzie w spokoju mogłyśmy sobie usiąść na trawce i powspominać czasy gimnazjalne :). Myślałyśmy, że Pete Doherty dawno nie żyje, ale musiał wjechać niezły rehab, bo grał on i śpiewał identiko jak na płycie i każda piosenka była dla nas hitem *love*. Ostatnim koncertem był Major Lazer, na którym utwierdziłyśmy się w przekonaniu, że jesteśmy bardzo stare gdy kazali wszystkim kucać i wyskakiwać do góry, a nam prawie połamały się wszystkie kości z wysiłku... Ale i tak było nieźle, bo ziomki z ML są całkiem seksi i fajnie było se na nich popatrzeć na scenie, a także na ich piękne tancerki. Nie wiem czy wiecie, ale jedną z nich była Tamarka, a drugą S. bo te typiary miały takie same fryzury jak my *ohydki wszędzie*! Obok nas tańczyła laska bez koszulki, był to niecodzienny widok, ale szanujemy to! #freethenipple 
Powrót do domu zapowiadał się dobrze, bo nie było jeszcze tak późno jak poprzedniego dnia. Potruptałyśmy więc na busik Openerowy, elegancko usiadłyśmy, nawet w skm miałyśmy miejsca, ale nieeeeeeeeeee (to było zbyt piękne), we Wrzeszczu czekała na nas niespodzianka: autobus za 40 minut ;o. Postanowiłyśmy więc zrobić coś na co S. nigdy by się nie zgodziła, ale musiała bo T. ją zahipnotyzowała i... poszłyśmy do domu na piechotę!!! Tzn. aż do Niedźwiednika, a S. modliła się by nie zachorować bo miała na sobie kurtkę dżinsową i właśnie w tamtym momencie uświadomiła sobie, że takie kurtki nie dają w ogóle ciepła tylko je zabierają!!!!!!! *pamiętajcie na przyszłość, przestroga, nie popełniajcie cudzych błędów*. Niestety pech padł na Tamarkę i to ona zachorowała zamiast S., ale to dobrze (;*), bo Sonja marudziłaby sto razy bardziej z tego powodu i umarłaby następnego dnia, a T. jest twarda i dała radę, mimo tego że chora jest do dziś *jak to możliwe?*. Na Niedźwiedniku poczekałyśmy na ten nieszczęsny autobus jeszcze 10 minut by T. mogła wrócić bezpiecznie na Matarnię i tak skończył się nasz 2 dzień! To be continued... xoxo ;***

8 komentarzy:

  1. Kto tu nie wchodzi i nie komentuje to frajer, bo Wasz blog jest piękny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ah, Enter Shikari i The Libertines *i'm 15 again* szkoda,że mnie tam nie było :<
    piękne focie rocznik 94 :)

    OdpowiedzUsuń
  3. #freethenipple, yas! A te bajerki na zdjęciach są urocze!

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaaa, kocham te bazgrołki na zdjęciach, boskie!

    http://astraldialogue.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. "Myślałyśmy, że Pete Doherty dawno nie żyje" bessskitu, lol

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiadomo, że Tom jest Tamary, zanim wiedziałam, że go kocha to już to wiedziałam <3 piękne zdjęcia bytheway !

    OdpowiedzUsuń
  7. Bedziecie na woodstocku?

    OdpowiedzUsuń