Hideous Pin Collection

Hejka ohydkowicze!!! Niestety, a może stety, dzisiaj nie mamy dla was kolejnej notki z serii ulubieńcy miesiąca... W zamian za to mamy somfing speszial! Długo zbierałyśmy się z zamiarem dodania posta uchylającego rombka tajemnicy o naszym małym nałogu. Odkąd zbieranie pinów stało się dla nas nowym i dosyć drogim hobby, mineło już sporo czasu. Jednak musiałyśmy najpierw zgromadzić chociaż niewielką kolekcję by móc się nią z wami podzielić. Mamy nadzieję, że wkrótce jakieś nowe okazy wpadną nam w ręce, ale narazie musimy się nacieszyć tym co mamy, a wy razem z nami! ;* Dawajcie znać, jeśli znacie jakieś fajowe sklepy z pinami i koniecznie podzielcie się z nami waszymi fantami!
1. Whatever Forever - Local Heroes, 2. Rąsia - Let There Be Gold,
3. Bored - Local Heroes, 4. Oczy - PLNY Lala, 5. Kill your darlings - Jennis Prints,
6. Mount Me - WKNDRS, 7. Fuck - Local Heroes,
8. Artemis i Luna - dorwane w dziwacznym sklepie w Szwecji, 9. Majteczki Kitten - Local Heroes,
10. Myself - Local Heroes, 11. All Dogs Go To Heaven - WKNDRS,
12. Koniczynka - prezencik od chłopaka Tamarki , 13. Twin Peaks Sheriff Department - Jennis Prints,
14. Goła pani - MISBHV, 15. GRL PWR - Local Heroes,
16. Ząbek - Topshop.

I to by było na tyle mili czytelnicy, nie zawiedźcie nas z komentarzami ;*.

Black and yellow

Hej ohydkowicze!!!!! Długo nas nie było, bo w zeszłym tygodniu wyjechałymy na 5 dni do Warszawki, a tam całe nasze życie zmieniło się nagle o 180 stopni! Czas płynął wolniej, czułyśmy się jakbyśmy były tam miesiąc... A może szybciej, bo strasznie nam ten czas zleciał na dobrej zabawie. Po powrocie miałyśmy dwu dniową depresję spowodowaną różnicą poziomów w terenie, jaka panuje u nas w Gdańsku. Tu ciągle mamy pod górkę, a tam jest taki równy poziom, nic cię nie ogranicza i można iść i nie oglądać się za siebie! Ludzie inaczej myślą i jest taniej niż w Trójmieście. Na każdym kroku dobre jedzonko, więc ciężko być fit, ale nam to nie przeszkadza. Przeprowadzimy się tam za 2,5 roku, a w między czasie będziemy dodawać dla was posty z naszego nowego (starego) studia fotograficznego! Zapraszamy ;*.
Na pierwszy ogień rzucamy wam sesyjkę na tle w kolorze lekko niedojrzałego banana, mamy nadzieję, że nie wypłyną wam oczy ;*. W ten sposób chciałybyśmy zaprezentować wam pierwsze z nowych teł, które kupiłyśmy sobie przed wczoraj (NARESZCIE!!!). Jesteśmy mega zajarane, bo jakość naszych i tak już profesjonalnych zdjęć teraz wzrośnie jeszcze o jakieś 47% *yaaaaas*. Koniecznie napiszcie jak wam się podoba!!!
Jejku ale dużo zdjęć, pewnie każdy z was to zauważy i docieni pisząc nam komcia, że widać nasz postarunek ;*. Wracając do naszej wyprawy do stolicy, spędzałyśmy tam bardzo aktywnie czas z naszymi ziomkami. Chciałyśmy też wybrać się do Horror House, może ktoś słyszał o takim wynalazku. Niestety tak strasznie się przestraszyłyśmy będąc dopiero w recepcji, że pieniądze wyleciały nam z kieszeni, a jedna z nas wybiegła z płaczem na dwór. Możecie zgadywać która ;*.
A co wy ostatnio porabialiście? Dla nas nastały ciężkie czasy, Tamarka musi pisać magisterq, Sonja wyjeżdża do Katowic, szukamy ochotnika, który pójdzie z nami do Horror House w Sopocie i zapłaci za nasz wstęp, bo my już nie mamy kasy *ups* ;p. Na szczęście mamy przygotowane dla was kilka fajnych postów na zapasik więc sprawdzajcie blogaska. Co ciekawsze foteczki wstawiamy też jak zwykle na naszego cudownego instagrama ;*. Szykują się też fajne kolaboracje więc czuwajcie ;*. Xoxo
Tamarka: kurtka - H&M (męski), top - Zara, spodnie - Monki, buty - Vans, okulary - Giant Vintage,
Sonja: kurtka - H&M (męski), top - H&M, spodnie - Zara, buty - Vans, okulary - Giant Vintage.


Open'er Festival 2016: DAY 2

Witajcie kochani ohydkowicze w kolejnym poście poświęconym relacji z minionego i zarazem cudownego festiwalu jakim był Opener 2016! Nie owijając w bawełnę napiszemy od razu, że drugi dzień opka był dla nas dniem naaaaaajlepszym, a dlaczego? Dowiecie się już za chwilę, jeżeli tylko uważnie przeczytacie treść i obejrzycie zdjęcia, które dla was przygotowałyśmy ;*.
Na wstępie pragniemy podkreślić, że tego dnia postanowiłyśmy zaszaleć i wypić morze alkoholu, ale okazało się to dopiero wtedy, kiedy spadł pierwszy deszcz. Na początku miałyśmy zamiar wypić jedynie wino przed wejściem i jak normalni ludzie popić je piwem XD. Całkiem dobrze nam to szło, bo już po 5 minutach miałyśmy fazke :D. Razem z nami dzielnie piła Martusia i Maciej. Spotkałyśmy też naszą fankę/koleżankę z Krakowa, która przemycała ciastka w staniku, buziaki dla niej ;*.
Jak widać na poniższych i powyższych obrazkach humorki nam dopisywały. Dla zachowania komfortu oddzieliliśmy się parawanami od innych openerowiczów, a T. przyznała S. tytuł Miss Raspberry. Później poszłyśmy na koncert ulubionego zespołu Sonji z czasów młodości czyli Foals!
Tutaj trochę pogubiły nam się szyki, bo możliwe, że kolejność wydarzeń była nieco inna, ale kogo to obchodzi. Pamiętamy jeszcze, że zaczął padać deszcz, foodtrack się palił w oddali i S. bała się, że to terroryści. Ktoś zorganizował nam sesję zdjęciową z Matim i Radkiem, a także dużo paparazzich robiło nam zdjęcia. Spotkałyśmy jakieś panie, które dały nam żetony na drinki za pół ceny i tak w międzyczasie trafiłyśmy do magicznego miejsca, z którego nie wróciłyśmy już takie same...
...A był to Openerowy Absynt! Tak jakby, bo miejsca i świeżego powietrza było tam o wiele więcej, a muzyka była ekstra cały czas! Gdzie nie spojrzeć byli tam przystojni barmani, oporni na nasze wdzięki, zresztą wcale się nie dziwimy, że żadnego nie zainteresowały nasze osoby XD. Potem znowu jakieś panie z żetonami chciały nas upić i udało im się. A potem Polska przegrała mecz i na pociechę wlewano nam wódkę do gardła *hehe żarcik*. Niestety z tego miejsca nie mamy żadnych zdjęć, bo byłyśmy zajęte rozwijaniem naszych umiejętności tanecznych. Działo się jeszcze trochę innych rzeczy, o których chcemy lub nie chcemy pamiętać, albo może nie pamiętamy dokładnie o co w nich chodziło, więc na tym kończymy naszą opowieść i pozostajemy troszkę tajemnicze!
Coś nam jednak świta, że w tym krejze dniu występował także zespół Red Hot Chili Peppers. Koncertu nie pamiętamy zbyt dobrze, ale chyba nie był jakiś rewelacyjny, więc dużo nie straciłyśmy. Potem jeszcze dużo się działo, bo ktoś czaił się na zostawionego drinka na barze, a ktoś inny go ukradł, a jeszcze ktoś inny go wypił. Po powrocie do domu zorientowałyśmy się, że przez 20 godzin nic nie jadłyśmy, więc dobrze, że nie umarłyśmy. Stan z tego dnia utrzymywał się jeszcze długo, a nasze ciała świeciły fluorescencyjnym światłem. Co wypiłyśmy i jak to się stało, że było takie pyszne i pożywne? Na to pytanie znają odpowiedź tylko magiczni barmani z Casa Musica. Dziwnym trafem wszyscy byli bardzo niscy więc możliwe, że tak naprawdę były to zaczarowane elfy. Nie jesteśmy pewne, ale to chyba był ten dzień, w którym znalazłyśmy oba końce tęczy więc może przez przypadek otworzyłyśmy jakiś inny wymiar. Zapamiętamy to do końca życia, a czy was też spotkało coś podobnego podczas Opener festiwal 2016?! Dajcie znać!